Kultura | rozrywka | edukacja

Stare Dobre niezapomniane…

Wszystko było tak jak zawsze; sala widowiskowa JDK wypełniona po brzegi plus dostawki, niekończące się bisy i owacje na stojąco. Stare Dobre Małżeństwo w ubiegłą sobotę 11 bm. Zagrało po raz kolejny w Jaśle.

Koncert Starego Dobrego Małżeństwa. Fot. Jasielski Dom Kultury
Koncert Starego Dobrego Małżeństwa.
Fot. Jasielski Dom Kultury

Na początek były przeboje z całkiem nowej płyty, już dość starego, jak sama nazwa wskazuje, zespołu. Stare Dobre Małżeństwo gra już bowiem razem od 25 lat i choć skład zespołu zmieniał się, stylistyka ciągle pozostała ta sama. Zespół śpiewa utwory m.in. Edwarda Stachury, Wojtka Belona, Adama Ziemianina i Bolesława Leśmiana. Widowisko sceniczne, bo zespół prezentował nie tylko piosenki ale i skecze, świetnie rozbawił jasielską publiczność, a największe chyba brawa zebrał frywolny skecz z udziałem Zuzanny z ZUS – u, w którą wcielił się gitarzysta zespołu pieszczotliwie (aktualnie?) zwany Rychem oraz starego poety, któremu w zalotach do Zuzanny przeszkadzała ogólna niemoc i nerwowo skacząca prawa noga.

Zespół mimo tego, że praktycznie nie istnieje w publicznych ani w komercyjnych mediach, przegrywając z Dodami i Filami, ciągle ma ogromne rzesze wiernych słuchaczy, i – co było widać także po jasielskiej widowni – tymi fanami nie są tylko bohaterowie ich piosenki „Dzień kapitulacji”, która opowiada o 40 – letniej kobiecie porażonej, bynajmniej nie na plus, swoim porannym widokiem w lustrze.

Druga część koncertu była jednakowoż ucztą dla ducha (i ucha) tej starszej nieco części widowni, której piosenki Starego Dobrego towarzyszyły podczas studenckich rajdów (czy coś takiego jeszcze istnieje?) i ówczesnych akademikowych prywatek, dziś wypartych przez „domówki”. Piosenki „Nie Brookliński most”, „Jest już za późno”, „Nie rozdziobią nas kruki”, „Z nim będziesz szczęśliwsza” czy wreszcie kultowe „Bieszczadzkie anioły” rozśpiewały i chyba rozczuliły nawet publiczność do tego stopnia, że potem widownia nie chciała puścić zespołu ze sceny i domagała się brawami bisów. – Nie byłoby tego koncertu, gdyby nie publiczność, to wy stworzyliście klimat tego spotkania – powiedział na zakończenie solista Krzysztof Myszkowski i chyba nie była to czcza kokieteria.

(JDK)

Back to top button